-Witam wszystkich. Proszę o baczność!- zaczął surowo. Ton jego głosu przeszył każdego na wskroś, więc szybko wykonaliśmy polecenie. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy w chwilę później usłyszeliśmy ciepły śmiech tego mężczyzny.
-Żartowałem. Witam wszystkich, nazywam się Alexander Wignet. Uczę eliksirów i jestem opiekunem waszego domu. Hufflepuff to dom dla ludzi pracowitych, przyjaznych, ale z dobrym poczuciem humoru. Po lewej stronie są schody do dormitoriów chłopców, a po prawej dla dziewcząt. Wasze bagaże już tam są. Możecie znaleźć tam także plany lekcji, na cały tydzień. Do pokoju wspólnego musicie wracać do godziny 10 wieczorem. Z resztą, nie radził bym Wam zostać na korytarzach Hogwartu w nocy. Łazienki dla uczniów znajdują się pod schodami. Jest już późno, więc możecie udać się do swoich pokoi.
Na drzwiach dormitoriów znajdowały się nazwiska osób, które w nich mają mieszkać. Zobaczyłem złoty napis "E.Lupin". Dziwnym trafem litery nazwiska były bardziej zniszczone i porysowane niż litera "E". Ale byłem zbyt zmęczony, żeby się nad tym zastanawiać. Wszedłem do pokoju i prawie nie zauważyłem, że za mną idzie mój nowy kolega- Leon.
-Hej Ted! Zanim zaczniesz liczyć owieczki, zapoznam Cię z moimi przyjaciółmi! Wiesz, będziesz musiał użerać się z nami przez przynajmniej rok...
-Ach tak, wybaczcie...- odpowiedziałem zmieszany-... Ja jestem Edward...znaczy Ted...Ted Lupin.
Pierwszy podszedł do mnie dość niski chłopak, o wielkich zielonych oczach i rozczochranych jasnych włosach.
-Ja jestem Jacob Ruster...Moi rodzice są mugolami, więc nie wiele wiem o życiu czarodziejów...i wcale się nie zdziwię, kiedy mnie nie polubisz...-powiedział lekko zawstydzony.
Po śmierci Czarnego Pana w świecie czarodziejów znacznie zmalało prześladowanie mugolaków, ale niektórzy (szczególnie ci, których rodziny nadal pozostawały czystej krwi) nadal zabawiali się w wyzywanie.
Trochę uraziła mnie ta uwaga, ale od razu z lekkim zdziwieniem odpowiedziałem.
-Eeeee....Nie, nie...to nie dla mnie. Według mnie każdy czarodziej ma równe prawa. Nieważne czy jest czystej krwi czy niekoniecznie...
Chłopak zdobył się na nieśmiały uśmiech i wokół zapanowała niezręczna cisza, którą na całę szczęście, przerwał Leon.
-A to jest Nick Bradley.-podszedł do mnie grubszy chłopak, o jasno-brązowych oczach i ciemnych kręconych włosach. Wydał mi się bardzo przyjazny, bo na jego twarzy widniał piękny uśmiech, złożony z śnieżnobiałych zębów.-uścisnął moją dłoń, która w przeciwności do mojej wykazywała duże pokłady siły.
-A to Flynn...Flynn Collins. Znamy się od baaardzo dawna, nasze mamy to siostry. A ściślej bliźniaczki...
-Hej Ted!- przywitał mnie głos Flynn'a. Był podobny do Leona. Mieli te same szare głębokie oczy, ale Leon miał piegi.
-Witam Flynn!- uśmiechnąłem się do wszystkich i zapytałem, skąd tak właściwie wszyscy się znają.
-We wakacje, w Hogwarcie odbywał się letni obóz zapoznawczy. Nie wiedziałeś?- zdziwił się Jacob.
-Nie, nie słyszałem o tym.-odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
Dlaczego babcia nic mi nie powiedziała? Od początku miałem wrażenie, że chce mnie zniechęcić do tej szkoły. Wiele razy mówiła, że jest wiele lepszych niż Hogwart i że wolałaby żebym uczył się w słynnej i legendarnej uczelni jak Trahtings czy Durmstrang. Byłem wdzięczny Potter'om, że mocno popierali mój wybór. Wiele słyszałem o przygodach w Hogwarcie i bardzo chciałem choć trochę utożsamiać się z moimi rodzicami. Skończyliśmy rozmowę, a mnie ogarnęła wielka tęsknota za domem. Poczułem też, że strasznie chciałbym, żeby wychowali mnie rodzice. Nagle poczułem nienawiść do Voldemorta. W tej chwili jakby dotarło do mnie, że to jego wina. Że to on na starcie utrudnił mi dorastanie. Sprawił, że ONI nigdy nie wyślą mi listu z gratulacjami po zdanych egzaminach. Dotknęła mnie przerażająca bezradność. Voldemorta już nie było, ja nie mogłem się zemścić. Wdzięczność dla Harry'ego sprawiła, że zyskał jeszcze więcej szacunku i uznania w moich oczach. Miałem mętlik w głowie i sercu. Targały mną skrajne emocje i zastanawiałem się czy w Hogwarcie już zawsze tak będzie. Zmęczony długotrwałymi przemyśleniami, zasnąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz