Chciałem uciec, wymyślić jakąś banalną wymówkę, ale całkowicie mijało się to z celem. I tak nie mogłem nic zrobić, bo jakaś dziwna siła trzymała mnie w miejscu i jakby spowolniła czas. Poczułem dobrze znany zimny dreszcz, który powodował zmianę wyglądu. Dobrze go znałem, ale nie cierpiałem kiedy działał wbrew mojej woli. Czułem się trochę ogłuszony, ale nauczycielka szybko wytarła mokre od łez oczy i zapytała czego szukam.
- Ja przeee...epraszam. Chciałem zaaaapytać gdzie jest sowiarnia...-chciałem zachowywać się, jakbym niczego nie widział.
-Ach...taak...Sowiarnia znajduje się w Wieży Zachodniej. A ty jesteś...?- pani Walker, próbowała udawać, że nic się nie stało.
-Edward, Edward Lupin.- moje włosy zaczynały wariować. Czułem jak turkusowy zmienia się w ciemną zieleń, później biel, następnie czerwień i żółć. Na moich policzkach zawitały wielkie, czerwone rumieńce.
-Metamorfomag! No ładnie Teddy.- nauczycielka zaklęć wyraźnie się rozbawiła.-Ruszaj do sowiarni. Raz, raz!
Posłuchałem jej, ponieważ była to dla mnie bardzo niezręczna sytuacja. Bardzo zastanawiało mnie dlaczego płakała, ale uznałem, że jest naprawdę miłą osobą.
Miałem godzinę wolnego czasu, więc poszedłem wysłać listy. Choć padało, z Wieży rozciągał się piękny widok. Jezioro spowite mleczną mgła, Wierzba Bijąca, którą kiedyś stratował Harry i Ron starym Fordem Anglią. Uwielbiałem słuchać ich nieraz zabawnych przygód. Wtedy przypomniało mi się, że Hagrid zaprosił mnie na herbatę. Wydało mi się to dobrym pomysłem, bo znałem w Hogwarcie niewiele osób. Tylko...jak ja go znajdę...Postanowiłem poszukać Leona lub któregoś z reszty moich kolegów. Popędziłem jak burza do Wielkiej Sali. Flynn i Jacob grali w czarodziejskie szachy, a Nick i Leon siedzieli obok wyraźnie znudzeni.
-Hej, chłopaki!-krzyknąłem, zapominając o innych, odpoczywających uczniach.
-O siemka Teddy!- zawołał chyba wiecznie uśmiechnięty Nick.
-Byliście na tym obozie, no nie? -zapytałem już ciszej.
-No byliśmy, a co? -odpowiedział Nick.
-Wiecie może, gdzie mieszka Hagrid? -zapytałem szybko, bo z każdą minutą zostawało mi coraz mniej czasu.
-A...ten gajowy? Jego chatka jest przy Zakazanym Lesie... Ted! Nie zgub się! -ostrzegł mnie Leon.
-Postaram się!- odkrzyknąłem, ale nie byłem pewny czy w ogóle mnie usłyszał, bo już wybiegałem z zamku.
Raczej nie byłem dobry w żadnych dyscyplinach sportowych, ale bieganie szło mi nieźle. W chwilę później znajdowałem się pod drzwiami domu Hagrida. Zapukałem, a już po chwili w drzwiach zobaczyłem potężną postać półolbrzyma.
-Witaj Ted!- zagrzmiał Rubeus.- Wejdź.
W chatce było jasno, choć znajdowało się tam tylko jedno okienko. Słychać było skrzące się iskry na palenisku. Na ścianie wisiało ogromne futro, a w pokoju poza łóżkiem i niewielką kuchenką stał masywny stół z krzesłami.
-Siadaj.-wskazał wysokie krzesło.-Napijesz się herbaty?- spytał miłym tonem.
-Jasne.-odpowiedziałem trochę speszony.
-Jesteś idealną mieszanką swoich rodziców.- powiedział nadal rozweselony.
-Miło to słyszeć...W moim towarzystwie rzadko ktoś o nich wspomina...Jacy oni byli? -poprzedniego dnia obiecałem sobie, że dowiem się o nich jak najwięcej.
-Remus był świetnym czarodziejem, w końcu nie każdy może być nauczycielem obrony przed czarną magią, co nie?- Hagrid zaśmiał się serdecznie- Pamiętam jak był trochę starszy od ciebie, kiedy przeżywał przemia...- urwał i podjął szybko inny temat.- Za to twoja mama... Szalenie wesoła kobieta, gdy chodziła do Hogwartu wiecznie się spóźniała, ciągle coś gubiła, potykała się, ale swoim urokiem niwelowała wszelkie wady. Wszędzie potrafiła znaleźć przyjaciół!
-W tym to nie jestem do niej podobny...- powiedziałem niemal szeptem, lecz Hagrid i tak to usłyszał.
-No co ty. Nie masz się czym przejmować, na pewno zaprzyjaźnisz się z wszystkimi!- ponownie roześmiał się serdecznie, a ja z nim, choć wiedziałem jak będzie naprawdę. Szybko dopiłem herbatę i pożegnałem się. Zostało mi mało czasu do lekcji Quidditcha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz