Po Bitwie o Hogwart wiele się zmieniło. Moja babcia skontaktowała się ze swoją siostrą, której tak dawno nie widziała, Narcyzą, i wszystko sobie wyjaśniły. Siostra Andromedy była w głębokiej rozpaczy, ponieważ jej męża umieszczono w Azkabanie, a ich najstarsza siostra, Bellatrix, zginęła podczas Bitwy o Hogwart. To wszystko wpłynęło na zmianę Narcyzy. Zawsze żyła w strachu, ponieważ jej rodzina była marionetką w rękach Czarnego Pana. Teraz, mogła zająć się sobą, swoim synem Draconem, choć nie zapominała o Lucjuszu, jej mężu, który tak często ją ranił, ale ona nadal go kochała. Nie chciała jednak, by jej syn był do niego podobny, więc często kiedy przychodziła do swojej siostry zabierała go ze sobą. Draco był drętwy, nie lubił mnie i rzadko się odzywał. Był wychowany w nienawiści do zdrajców krwi, więc nie chętnie do nas przychodził. Ja, jako mały chłopiec czasami zauważałem, jak szczerze uśmiechał się i przebłyskiwało w nim dobro, ale nie ma się co łudzić, od zawsze był złym ślizgonem zmuszanym do bycia śmierciożercą.
Wiedziałem, że dla mojej babci to była naprawdę ważna sprawa. Przez pewien czas była przygnębiona, bo choć wiedziała, że Bellatrix Lestrange zasługiwała na stratę życia, nie mogła tak po prostu zapomnieć, w końcu to jej siostra. Tak więc zawarcie porozumienia z choć jedną z sióstr podniosło ją na duchu.
Mojego dziadka także nie znałem. Wiem, że był czarodziejem i jak mówi moja babcia: "Był całkiem zabawny".
Nie poddaje się dyskusji jednak, że mam najlepszego ojca chrzestnego, jakiego mogłem sobie tylko wymarzyć. "Ten, który przeżył" czyli Harry Potter. Ten, który pokonał Voldemorta. Starał się być najlepszy i jak zawsze mówił "przekazywać to, co jemu dał Syriusz".
Często bywałem u Potter'ów i Weasley'ów, którzy zawsze przyjmowali mnie z otwartymi ramionami. Powtarzali, że jestem podobny do Remusa i Tonks (bo nie cierpiała swojego imienia). Byłem dość samotny, póki Billowi i Fleur nie urodziła się córeczka.
Victoire była najpiękniejszym dzieckiem jakie kiedykolwiek widziałem. Jak byłem mały czułem się za nią odpowiedzialny i w sumie tak jest do dzisiaj. Stałem się częstszym gościem w Norze, bo Molly uważała, że musi być przy pierwszych latach życia swojej malutkiej wnuczki, więc Fleur i Bill wynieśli się z Muszelki. Nora zawsze kojarzyła mi się z domowym ciepłem, gdzie każdy mógł znaleźć miejsce dla siebie.
Ja na szczęście po rodzicach odziedziczyłem zdolności magiczne, a po mamie nawet metamorfomagię, więc mogłem dowolnie zmieniać swój wygląd. Kiedyś moja babcia rozmawiała po cichu z panią Weasley w kuchni w Norze, a ja podsłuchałem wraz z Victoire, że mój tata został kiedyś ugryziony przez wilkołaka i co miesiąc się w niego zamieniał i że całe szczęście, że Teddy tego nie odziedziczył. O wilkołakach wcześniej słyszałem tylko od Billa, ponieważ na twarzy miał dziwne blizny, o których często opowiadał. Mówił, że kiedyś został przez jednego zaatakowany, ale zdołał się w porę uratować przed jego kłami.
Gdy Victoire miała 2 lata, a ja 4, na świat przyszła jej siostra, Dominique. Była prawie jak jej kopia. Później ich rodzina zaczęła się zdecydowanie powiększać. Było coraz więcej zabawy, choć byłem najstarszy i miałem najwięcej obowiązków. Mojemu chrzestnemu i cioci Ginny urodził się James, później Albus, wujkowi Ronowi i cioci Hermionie Rose i Hugon, a Victoire najmłodszy braciszek, Louis. Najmłodsza z całej rodziny była mała Lily Potter, która urodziła się, kiedy ja miałem 8 lat. Mam naprawdę wiele wspomnień związanych z nimi.
Bardzo podoba mi się też, że tak wiele pamiętam z czasów, kiedy byłem jeszcze mały. Na przykład, kiedy urodził się Louis, moja babcia upiekła pyszną tartę melasową. Postawiła ją na stole w kuchni domu Weasley'ów i poszła pomóc ubrać pani Molly ogród. Dominique weszła do kuchni, wdrapała się na stół i zrzuciła na siebie całe ciasto. Zastałem małego aniołka, całego w słodkiej otoczce z tarty, który tylko się oblizywał. Wszyscy zawsze śmiali się jak zmieniałem ciągle kolor moich włosów, ale zawsze powtarzali, że najlepiej mi w turkusowym. I tak pozostało, aż do czasu kiedy przyszedł czas wyjazdu do Hogwartu.
Wiedziałem, że dla mojej babci to była naprawdę ważna sprawa. Przez pewien czas była przygnębiona, bo choć wiedziała, że Bellatrix Lestrange zasługiwała na stratę życia, nie mogła tak po prostu zapomnieć, w końcu to jej siostra. Tak więc zawarcie porozumienia z choć jedną z sióstr podniosło ją na duchu.
Mojego dziadka także nie znałem. Wiem, że był czarodziejem i jak mówi moja babcia: "Był całkiem zabawny".
Nie poddaje się dyskusji jednak, że mam najlepszego ojca chrzestnego, jakiego mogłem sobie tylko wymarzyć. "Ten, który przeżył" czyli Harry Potter. Ten, który pokonał Voldemorta. Starał się być najlepszy i jak zawsze mówił "przekazywać to, co jemu dał Syriusz".
Często bywałem u Potter'ów i Weasley'ów, którzy zawsze przyjmowali mnie z otwartymi ramionami. Powtarzali, że jestem podobny do Remusa i Tonks (bo nie cierpiała swojego imienia). Byłem dość samotny, póki Billowi i Fleur nie urodziła się córeczka.
Victoire była najpiękniejszym dzieckiem jakie kiedykolwiek widziałem. Jak byłem mały czułem się za nią odpowiedzialny i w sumie tak jest do dzisiaj. Stałem się częstszym gościem w Norze, bo Molly uważała, że musi być przy pierwszych latach życia swojej malutkiej wnuczki, więc Fleur i Bill wynieśli się z Muszelki. Nora zawsze kojarzyła mi się z domowym ciepłem, gdzie każdy mógł znaleźć miejsce dla siebie.
Ja na szczęście po rodzicach odziedziczyłem zdolności magiczne, a po mamie nawet metamorfomagię, więc mogłem dowolnie zmieniać swój wygląd. Kiedyś moja babcia rozmawiała po cichu z panią Weasley w kuchni w Norze, a ja podsłuchałem wraz z Victoire, że mój tata został kiedyś ugryziony przez wilkołaka i co miesiąc się w niego zamieniał i że całe szczęście, że Teddy tego nie odziedziczył. O wilkołakach wcześniej słyszałem tylko od Billa, ponieważ na twarzy miał dziwne blizny, o których często opowiadał. Mówił, że kiedyś został przez jednego zaatakowany, ale zdołał się w porę uratować przed jego kłami.
Gdy Victoire miała 2 lata, a ja 4, na świat przyszła jej siostra, Dominique. Była prawie jak jej kopia. Później ich rodzina zaczęła się zdecydowanie powiększać. Było coraz więcej zabawy, choć byłem najstarszy i miałem najwięcej obowiązków. Mojemu chrzestnemu i cioci Ginny urodził się James, później Albus, wujkowi Ronowi i cioci Hermionie Rose i Hugon, a Victoire najmłodszy braciszek, Louis. Najmłodsza z całej rodziny była mała Lily Potter, która urodziła się, kiedy ja miałem 8 lat. Mam naprawdę wiele wspomnień związanych z nimi.
Bardzo podoba mi się też, że tak wiele pamiętam z czasów, kiedy byłem jeszcze mały. Na przykład, kiedy urodził się Louis, moja babcia upiekła pyszną tartę melasową. Postawiła ją na stole w kuchni domu Weasley'ów i poszła pomóc ubrać pani Molly ogród. Dominique weszła do kuchni, wdrapała się na stół i zrzuciła na siebie całe ciasto. Zastałem małego aniołka, całego w słodkiej otoczce z tarty, który tylko się oblizywał. Wszyscy zawsze śmiali się jak zmieniałem ciągle kolor moich włosów, ale zawsze powtarzali, że najlepiej mi w turkusowym. I tak pozostało, aż do czasu kiedy przyszedł czas wyjazdu do Hogwartu.

Zaciekawiłaś mnie. Pisz dalej ;D
OdpowiedzUsuń