Bardzo chciałem się tego dowiedzieć, więc z zaciekawieniem zapytałem mężczyzn na portretach.
-To trochę bardziej skomplikowane niż ci się wydaje, Ted.-odpowiedział Albus.
-Ciężko wymazać z pamięci twojego plugawego ojca.-odparł stanowczo Severus.
Poczułem zimny dreszcz na plecach, a moje włosy stały się czarne jak smoła. Zapadła krępująca cisza, Dumbledore spuścił wzrok, a Snape wydawał się zezłoszczony. Te słowa były dla mnie nierealne. Tak mało wiedziałem o moich rodzicach i prawie każdy opisywał ich w superlatywach. Byli dla mnie jak superbohaterowie, jak fantastyczne, wspaniałe, mityczne postacie bez wad. Byłem taki naiwny. Nie ma ludzi bez wad. Nadal jednak nie rozumiałem. Z zamyślenia wyrwał mnie Albus.
-Wszystkie błędy da się naprawić, a twój ojciec jest tego doskonałym przykładem. Był wspaniałym człowiekiem i walczył w obronie świata czarodziei. Nie daj sobie wmówić, że było inaczej.
-Czy to nie jest dziwne, kiedy zmarły opowiada o zmarłym?- odszedłem od tematu i popatrzyłem w jedyne, małe okienko komnaty. Kiedy obróciłem głowę żadnego z nich już nie było.
Zacząłem powoli schodzić z wieży. Nie miałem pojęcia ile czasu tam spędziłem. Wszedłem do pustego, dużego holu. Wszędzie było cicho, trwały lekcje.Wielki zegar wskazywał pięć po wpół do dwunastej. Świetnie, spóźniłem się na transumutację. W dodatku z dyrektorką. Cudownie, pomyślałem. W tej chwili jedynym wyjściem było dla mnie natychmiastowe zmyślenie jakiejś choroby. Stojąc przed zegarem i myśląc nad swoim usprawiedliwieniem usłyszałem na korytarzu kroki i rozmowę dwóch osób. Szybko schowałem się za jedną z kolumn. Był to profesor Wignet i pani Walker, którą ostatnio widziałem zapłakaną. Nie wychylałem się z kryjówki, ale słyszałem w ich głosie poddenerwowanie.
-Margot, nikt nie może się dowiedzieć, słyszysz.- opiekun mojego domu próbował się opanować.- Pobędziesz tu jeszcze z miesiąc, może dwa, a potem odejdziesz jak gdyby nigdy nic. Rozumiesz?
Nauczycielka złamanym głosem odpowiedziała.
-A jeśli..jeśli ono będzie takie jak on, nie wyobrażam sobie tego. Nie poradzę sobie sama. Alexandrze, ja się boję, po prostu bardzo się boję. Dlaczego tak się stało...- pani Margot wybuchła płaczem. Wychyliłem głowę zza kolumny. Bałem się, że mnie zobaczą, ale stali spokojnie w przyjacielskim uścisku. Wyglądali jakby znali się od bardzo dawna.
Czułem się okropnie z wiedzą którą otrzymałem. Po krótkiej chwili oboje odeszli w dwie strony, jakby nic się nie stało. Zostało mi mało czasu, żeby dotrzeć do skrzydła szpitalnego. Dobrze, że wiedziałem gdzie się znajduje.
![]() |
| Dla tych co przeczytali taki oto memix na koniec <3 |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz